Ewa i jej program. Jak przekonać miasto, żeby zajęło się najbardziej poszkodowanymi seniorami.

– Działam wolontariacko, ale nie w żadnym stowarzyszeniu. Pomagam, jak ktoś jest w potrzebie, jestem tak nauczona od dziecka – mówi 65-letnia Ewa Szaniawska z Poznania. – Zakupy sąsiadce przynieść, bo jest po zawale i mieszka sama, policję wezwać, jak ktoś jest atakowany. Organizowałam również pokaz filmu „Aleppo” o uchodźcach, a ostatnio optuję za programem na rzecz seniorów, który ma pomóc starszym osobom – samotnym, pokrzywdzonym, nie wychodzącym z domów, które same po pomoc się nie zwrócą – wyjaśnia.

O programie Ewa zaczęła myśleć po tym, co się stało z jej przyjaciółką i jej mężem. Syn wprowadził się z rodziną do ich domu. Zajął większość przestrzeni, rodzicom wydzielił piwnicę. Kiedy odmówili przeprowadzki do niej, zgodził się łaskawie na dwa malutkie pokoiki. I wepchnął tam wszystkie ich rzeczy, więc mieszkają jak na składowisku.

– Ona skrzypaczka, on po politechnice. Światli ludzie, a nie potrafili się obronić. Wiedziałam, że nie bardzo chcą zapraszać do siebie, ale nie wiedziałam jak bardzo sytuacja jest tragiczna. Pół roku temu koleżanka w końcu opowiedziała, jak syn ich traktuje. Uważam, że to znęcanie się, ale ona nie złoży zawiadomienia na policję z uwagi na wnuki – opowiada Ewa.

Czytaj: Zdrowie i pomoc

Uzgodniły, że Ewa pójdzie w tej sprawie do pomocy społecznej. Pracownicy socjalni byli gotowi przyjść z wizytą już następnego dnia, ale nagle koleżanka się wycofała. – Zadzwoniła w panice, że syn jej nie pozwala nikogo wpuszczać do domu. Ale zgłoszenie już poszło. W pomocy społecznej powiedzieli, że jak nie otworzą im drzwi, to będą musieli przyjść z dzielnicowym – mówi Szaniawska.

Chciałaby, żeby miasto stworzyło zespół aktywistów, którzy w sposób niezobowiązujący będzie odwiedzać samotnych poznaniaków po 70-80. roku życia i pytać, czy nie potrzebują jakiejś pomocy. – Urzędnicy mówią, że to trudne z uwagi na ochronę danych osobowych, ale trzeba jakoś pomóc ludziom. Jestem pewna, że takich osób jak moja koleżanka jest znacznie więcej. Gdyby to sprawdzić, odsłoniłby się cały ocean nieszczęścia – mówi Ewa.

Na początek – podpowiada – mógłby powstać telefon zaufania dla seniorów, żeby mieli kogo się poradzić. Bo większość nie jest gotowa iść na otwarte starcie z członkami rodziny. A taki psycholog mógłby przekonać i pokierować, jak najlepiej zawalczyć o siebie.

Szaniawska podkreśla, że ważna jest też edukacja. – Poznań ma bogatą ofertę dla seniorów. Można iść do teatru, na potańcówkę, można za darmo dostać czujnik gazu, skorzystać ze „złotej rączki”, która na koszt miasta dokona napraw w mieszkaniu. Niektórzy mogą nawet taksówkę zamówić na koszt samorządu, która zawiezie do lekarza. Ale wiele osób z tego nie korzysta, bo o tym nie wie. Trzeba docierać do ludzi z tą informacją. Potrzebny byłby także asystent dla osób starszych, które nikogo nie mają.

Kolejny postulat Szaniawskiej to utworzenie domu dziennego pobytu dla mocno schorowanych osób starszych. – Koleżanka nie może wyjść nawet do lekarza, bo boi się zostawić męża samego – tłumaczy pani Ewa. – Ja również wiem, jak to jest opiekować się innym, schorowanym członkiem rodziny. Żeby zająć się moją mamą, musiałam zrezygnować z pracy.

Przy okazji zbliżających się wyborów zaczęła brać udział w spotkaniach z politykami. Wszędzie przedstawiała swoje pomysły. – Rozmawiałam o opiece nad seniorami z kandydatami na prezydenta miasta, na spotkaniu zorganizowanym przez organizację „Akcja Demokracja”. Większość kandydatów przytaknęła. Mówili, że politykę senioralną mają w swoich programach, ale takiego, jaki ja proponuję, nie mieli – opowiada. I dodaje, że najbardziej zainteresowany tematem był prezydent Jacek Jaśkowiak. – Mam nadzieję, że zostanie wybrany na kolejną kadencję.

Po wyborach wraz z innymi mieszkańcami będziemy się domagać realizacji naszych postulatów. Najważniejsze, żeby była dobra wola, a sprawy techniczne, prawne jakoś załatwimy. Społeczeństwo się starzeje i nie da się od tego uciec.